Archiwum listopad 2020


audycja
29 listopada 2020, 17:23

Ma audycja to nie porada

Nie sugeruj się mym zdaniem

Gdyż nie mam prawa

Aby być opiniotwórczym , twórczym mogę być

Nie mieści się tyle lat

Jednak każde słowa waże aby były tak

Dobrze zwarzone i wywarze

I powiem wam o tym co dziś mi nie smak , obserwuje

Kiedy jadę tym tranwajem

Widzę ludzi jakiś smutnych

Kiedy idę do tej pracy

Widzę ludzi jakiś niemych

Ten cyrk jest już znany ale

nie zbyt dobrze rozpoznawany

człowiek to jest istota

Kwiat Wiśni
29 listopada 2020, 17:11

W powietrzu unosił się tłuszcz, czułam że wszystko jest nienaturalne. Siedziałam w pokoju a w nim stała dębowa trumna. Była otwarta w niej leżał mój dziadek. Nie ruszał się , pierwszy raz w życiu widziałam nieżywego człowieka. Pierwszego i jedynego który był moim rycerzem i studnią wiedzy. Zawsze miał ręce szorstkie ale ciepłe , teraz uchodziło z niego to ciepło. Oczy miał zamknięte, twarz spokojną. W kieszeni miał swoją chusteczkę którą zawsze nosił. Miał na sobie brzydki brązowy garnitur, pachniał lawendą i śmiercią. Nie wiedziałam wtedy jak pachnie jak wygląda śmierć żywego człowieka. Wszystko wokół było intensywne, stałam nad trumną i czekałam jak stanie i powie ,że idziemy stąd. Tak się nie stało.

Pamiętam jak moja mama zaglądała do niego sporadycznie, ocierając łzy biegła do kuchni. Gotowała obiad dla całej rodziny. Przechodziła się pospiesznie po pomieszczeniach. Nie mogła znaleźć sobie miejsca. W spojrzeniu miała ból, cierpienie. Ja czekałam jak mój dziadek da mi znać i wstanie nie stało się tak, jednak pamiętam jak poruszył palcem. Teraz wiem, że zdarza się bardzo często jak człowiek nie żyje. To były ostatnie chwile które spędziłam z nim, bez pożegnania tylko czekanie jak wstanie i to wszystko co się dzieje skończy się. Pamiętam jak usiadłam w autobusie i zaczęłam płakać. Płakałam przez całą podróż i przez cały cmentarz. Było to wołanie o pomoc. Nie chciałam się z nim rozstawać . Uważałam ,że to nie realne i nie dzieje się naprawdę. Stało się , pamiętam ten dzień ja utraciłam jedynego człowieka który mnie kochał i nie chciał mnie skrzywdzić. Był moim ojcem , dziadkiem , przyjacielem. Uczył mnie i pokazywał jak świat jest piękny , chronił mnie przed złem. Otworzył wrota cierpienia których się nie spodziewałam.

Wracając do dobrych chwil związanych z moim dziadkiem, pamiętam jak chodził do sklepu a ja zawsze biegłam za nim. Jak chciałam zawsze przy nim, to był koniec bezpieczeństwa i dzieciństwa. Koniec wszystkiego co było mi bliskie, pojawiły się tylko obce osoby w moim życiu , obce przedmioty i cierpienie które zasiało ziarno i zaczęło kiełkować.

Wtedy poznałam smak goryczy, jak ronisz łzy cierpienia i osamotnienia.

Teraz stoję na przystanku i wspominam. Wydaje mi się minione dzieciństwo krótkim epizodem w moim życiu. Staram się nie patrzeć przez dzień w wspomnienia , jednak w nocy wracają. Pojawiają się niepodziewanie. Bawię się wtedy w taką grę, którą nazwałam zamykanie kłótek. Zamykam pierwszy , później drugi tylko ten trzeci który najbardziej we mnie żyje nie chcę się zamknąć. Powtarzam proces , pierwszy zamek , drugi i trzeci. Niekiedy zamykam te zamki tak przez trzy, cztery godziny. Staram się nie pić alkoholu ale wiele razy po prostu przed snem wypije piwo czy butelkę wina i zasypiam. Czasami zdarza mi się że budzę się oblana zimnym potem albo zaczynam krzyczeć ale nie wiem co tak naprawdę się dzieje. Wtedy zamykam kłódki, czas na grę podpowiada mi umysł. Nie pamiętam kiedy spałam spokojnie, ponieważ demony były ze mną w każdym momencie mojego życia. Po śmierci mojego dziadka zaczęły mnie otaczać a moim jedynym sposobem na uchronienie było schowanie się w szafie. Do dzisiaj mam nawyk ,że w sypialni zostawiam otwarte drzwi w szafie. Nie umiem tego opanować.

Nawyk, nerwica natręctw , impuls nakładania sobie niemożliwych obowiązków , perfekcjonizm, nadmierne sprzątanie, wycieranie wszystkiego co mnie wokół otacza.

Choleryk , choroba dwubiegunowa , nadmierne kłamstwo , psychopatka, nad wyraz wrażliwa osoba. Te sformowania chodzą mi po głowie kiedy chce znaleźć usprawiedliwienie kiedy czuje się źle, nie mogę wstać z łóżka i czuje się nie tak jak zawsze. Moje ciało , umysł buntuje się przeciwko wszystkiemu całemu światu, przeciwko temu co jest oczywiste. Powinnam wstać i iść do pracy na studia ale nie umiem, nie mogę sama ze sobą przebywać.

Czasami wstaje po jakimś czasie i wracam do żywych a czasami umiem spędzić cały dzień oglądając głupie seriale czy filmy gdzie jest pokazane ,że inni mieli gorzej. Interesuje się często rasizmem , drugą wojną światowa , czy myślę o moich znajomych którzy są wykluczeni przez to jacy są kolorowi, a nazywani się ideologią. Inność kojarzy mi się to słowo z trędowatym osobą która nie powinna przebywać w społeczeństwie nie powinna istnieć. Jak nasze społeczeństwo może zniszczyć pewne rzeczy które powinny być piękne. Jak to Taco śpiewał ,,Ile malarek siedzi w coll center , Ile talentów w ten sposób zabito”.

 

Pamiętam jak mój Dzidek powiedział mi że niezwykły człowiek , spotyka wiele przeszkód ponieważ, ludzie widzący twoją delikatność, rzetelność , dobroć chcą skraść kawek dla siebie.

Nie rozumiałam tego miałam jedynie siedem lat, pamięć o nim była bólem i oddalałam się od świata rzeczywistego. Przez jakiś czas robiłam pogrzeby, nie były dla nikogo. Grzebałam swoją niewinność i dzieciństwo. Czemu tak robiłam, wymazywałam wszystkie swoje wspomnienia.

Nie pomagało więc zaczęłam prowadzić swój osobisty pamiętnik. Opisywałam , dopisywałam tam swoje głupoty i głupotki. Inny dawałam komuś do zaznaczenia i podpisania się na pamiątkę. Teraz nie mam tych rzeczy wszystko zostało spalone, zniszczone. Spowodowało to,że przez jakiś czas nie umiałam ułożyć zdania. Któż zrobił takie coś że spalił mój pamiętnik? Moja mama spaliła go i zniszczyła czemu?

Jeśli chcesz się o tym dowiedzieć to zostań ze mną. Wszystkiego dowiesz się w swoim czasie , opis mojego życia lub moich sytuacji które stworzył mój umysł będzie na kilku stronach.

Otwieram oczy i patrze w swoje odbicie, moje mętne oczy, na moje miedziane włosy. Widzę zwierciadło osoby która jest tylko na zewnątrz uśmiechnięta i wesoła. W środku jestem smutna , przebita, myślę o tym kiedy wreszcie umrę nie powiem tego na głos. Nikt nawet tego nie będzie chciał słyszeć. Słowa wypowiedziane tracą swój urok niż słowo napisane. Piękno słów jest widoczna poprzez poskładanie pięknego zdania. Nie lubię używać brzydkich słów , które nie mają pięknego dźwięku. Brzmienie , tonacja, głos kto wypowiada słowo na przykład: Mama. Przez kilka różnych tonacji wyczuje się czy ktoś ma do niej szacunek czy nie.

Kiedy wypowiadam słowo Mama czuje żal i rozczarowanie. Tym jaka jest chowa wszystko pod dywan, kocham ją ale straciłam do niej zaufanie. Które już nigdy nie odzyskam. Pierwszy raz jak oddała mnie pod opiekę pewnej osoby która miała być rodziną. Wtedy pierwszy raz zobaczyłam pornosa, nie rozumiałam co to jest miałam niecałe siedem lat. Dzidek zmarł, ale w tym czasie mieszkałam z moim ojczymem. Kazał mi wsadzić rękę w majtki. Poczułam coś dziwnego, czułam odrazę. On mnie dotykał i miział. Leżałam nieruchomo. Pamiętam ten strach i nie wiedzę. Miałam siedem lat nie wiedziałam czy ojcowie robią to swoim córką czy to poprawne. Bałam się , tak często się bałam ,że chowałam się do szafy z moim bratem. Przed złem , przed jego mamą , moją przyszywaną babcia która krzyczała na mnie. Wyzywała mówiła ,że jestem nikim . Pomiotem ponieważ jestem nieślubnym dzieckiem. Uciekliśmy , jednak mój braciszek nie. Kiedy był mały, był zabierany do ojca. Nikt nie mógł się nim zająć a ja byłam wiele razy odsyłana z domu do domu. U znajomych u mojej rodziny. W sumie opiekowała się mną moja ciocia. Która tez mną gardziła , widzę jej pogardzę w oczach do dzisiaj. Tak jak kiedyś byłam dla niej nikim tak teraz jestem wyrzutkiem społeczeństwa. Później jak dorosłam opiekowała się nami Barbara która była dobra ale nie rozumiała czemu byłam zazdrosna o mojego brata. On był małym kochanym dzieckiem ja potrzebowałam ratunku i pomocy. Nikt mi jej nie okazał, zaczęłam zwracać na siebie uwagę. Chciałam tego? Nie ale potrzebowałam pomocy. Nie radziłam sobie w szkole , nauczyciele mi nie pomagali. Pewna nauczycielka, nazywana wychowawczynią częsta mnie biła . Nie umiałam wielu rzeczy. Nauka matematyki , liter przychodziła mi bardzo ciężko. A ona szarpała mnie za włosy, biła. Robiła przedstawienia przed całą klasą jaka jestem nie dojdą i nie umiem niczego ponieważ, jestem nie ślubnym dzieckiem. Znęcała się nad de mną a ja umiałam tylko płakać. Pamiętam jak byłam bardzo ładnie ubrana , miałam białe rajstopy galowy strój. Biegłam korytarzem a ona podstawiła mi nogę. Miałam przez cały dzień zakrwawione kolana. Nikt mnie nie odesłał do pielęgniarki, bo o ironio jej nie było. Ja siedziałam z kolanami obdartymi przez cały dzień. Jak mama mnie zobaczyła jak wróciłam do domu zadzwoniła do szkoły. Nikt jej nie potrafił nic powiedzieć. Dopiero koleżanka powiedziała swoim rodzicom a oni mojej mamie. Pierwszy raz mnie obroniła przez światem. Pierwszy i ostatni.

Dzisiaj wspominam tą sytuację z żalem do tego ,że nie trafiłam na lepszych nauczycieli. Patrze na to i się zastanawiam czy ja jestem tak popieprzona ,czy to co mi się przytrafiło nie powinno mieć miejsca. Może wtedy była bym inna , lepsza.

 

 

 

W szkole , w późniejszym czasie nadal sobie nie radziłam. Ale się starałam. Uczyłam się , nie wychodziło mi to za dobrze. Niektórzy maja kogoś kto im pomaga ja musiałam sama sobie tłumaczyć. Trudno takie ,życie. Jak to mój nauczyciel powiedział w gimnazjum.,, Umiesz liczyć , licz tylko na siebie” - tym mottem do dzisiaj się prowadzę przez życie.

 

Poezja jest jak frezja

 

 

Przeszłość pozostaw za sobą idź do przodu …….

 

 

 

 

Nieznajomaxd_pozdrawia